Jutro o 14:30 w Królikarni w Warszawie panel o współpracy agecji z NGO

29/06/2009

30 czerwca, godz. 14.30, Królikarnia – O współpracy agencji reklamowych, brandingowych, outdoorowych z organizacjami pozarządowymi. Panel poprowadzi redaktor naczelny magazynu Brief – Grzegorz Kiszluk. Już zacieram łapki na jutrzejsze spotkanie, obejrzyjcie sobie też wstęp do całego eventu na stronach „Briefu”. Bardzo ciekaw jestem, kogo zaproszą, bo póki co, wszystko wygląda dość enigmatycznie…


Ulotny jak ulotka – czyli kolejna istotna forma komunikacji NGO.

17/06/2009

flyersUlotki przeróżnych organizacji pożytku publicznego możemy znaleźć w każdym Urzędzie Skarbowym pod koniec roku podatkowego. Jedne są lepsze, inne gorsze, ale generalnie przekaz jest jeden – skłonić podatnika do przekazania 1% podatku na konto danej organizacji.

Niestety, gros organizacji pozarządowych nie posiada statusu OPP i w związku z tym często zapomina o tej bardzo ważnej formie komunikacji marketingowej, jaką są ulotki. W ostatnim wpisie mówiłem o „czystości”, klarowności, jaką powinien się cechować plakat reklamujący naszą NGO. Ulotka pozwala nam już na zupełnie inny rodzaj komunikacji – mamy miejsce na informacje na temat działalności organizacji, na numer konta, na powiadomienie o sukcesach naszej NGO. Oczywiście warto trzymać się pewnych kanonów – jeżeli robimy zwykłą dwustronną ulotkę informacyjną (zwykle o wymiarze jednej czwartej A4), to z przodu umieszczamy chwytliwe hasło, obraz, które spowodują, że nasz potencjalny darczyńca weźmie kartonik do ręki. Tu jednak znowu przestrzegałbym przed feerią barw, piętnastoma zdjęciami i dziwaczną (czytaj: nieczytelną) czcionką. Front ulotki w standardowej, „komercyjnej” kampanii reklamowej jest po prostu przeniesieniem Key Visuala (głównego motywu graficznego) z plakatu na mniejszy format. Mogą tam się oczywiście znaleźć drobne, dodatkowe informacje – jak rozszerzenie skrótu nazwy organizacji, rozwinięcie sloganu, czy dodatkowy „haczyk” (tekst „podkręcający” nasz komunikat). To tylna strona powinna mówić o szczegółach – na górze w punktach informacje o charakterze naszej działalności, poniżej kilka słów na temat historii/sukcesów/planów (w zależności od naszych dotychczasowych osiągnięć). Dopiero na końcu, na dole umieszczamy dane teleadresowe, numer konta lub informacje o potrzebach.

Tak skonstruowana ulotka nie będzie na pewno szczytem kreatywnych możliwości, ale ma to swoje zalety (niestandardowe formy ulotek sprawdzają się przy produktach skierowanych do młodzieży, a ta najczęściej nie jest adresatem naszego komunikatu). Co więcej, prostą ulotkę łatwo przechować – choćby w formie zakładki książki. Jej standardowy wymiar sprawi też, że będzie tańsza. Niewyobrażalna dla nas ilość pięciu tysięcy ulotek to dla drukarni żaden problem. Spróbujmy więc porozmawiać z przedstawicielem handlowym – zdarza się, że drukarnie godzą się na druk materiałów reklamowych dla NGO po kosztach, czy nawet za darmo (w zamian za promocję). Warto także przy projektowaniu ulotki popytać znajomych, czy ktoś nie zna grafika (nie mówię o studencie informatyki, który zrobił sobie kiedyś stronę internetową, bo taki „nieopierzony” chłopak może narobić więcej szkód niż przynieść pożytku), który zna się na projektowaniu „materiałów BTL”. Ten ostatni termin to branżowe określenie na ulotki, opakowania i tym podobne formy reklamy. OK, mamy już wykonawców, więc oto kolejność działania:

1. Musimy wiedzieć kiedy chcemy mieć ulotki u siebie. To pozwoli nam kontrolować pracę grafika i zaplanować wysyłkę plików do drukarni, tak, żeby zdążyli nam to wysłać. Czyli powstaje harmonogram pracy.

2. Dogadujemy z drukarnią kwestię ceny – (tu istotna będzie ilość ulotek, ich format, gramatura papieru, ilość kolorów i obecność lub brak lakieru). Jak wyżej wspomniałem – ponegocjujmy z drukarnią, zanim udamy się z wnioskiem o fundusze do zarządu naszej organizacji. Pamiętajmy przy tym o kosztach transportu ulotek z drukarni do naszej siedziby – jeżeli jest blisko, może się okazać, że nie trzeba będzie nic płacić, ale za kuriera ze Szczecina do Przemyśla możemy zapłacić więcej niż za same ulotki.

3. Spotykamy się z naszym grafikiem i omawiamy z nim, jak ma wyglądać ulotka. Omawiamy format ulotki, ilość kolorów, czy mają być jakieś zdjęcia (musimy mieć do tych zdjęć prawa autorskie! Własne lub wykupione). Jeżeli nasz grafik zajmuje się kompleksowo przygotowaniem plików do drukarni, to musi też wiedzieć, czy chcemy lakierować ulotkę, a jeśli tak, to czy całość czy tylko wybrane miejsca (np. logo). Przygotujmy też emocjonalnie grafika na obecność tekstu w naszej ulotce. On, jako artysta na pewno wolałby coś bardziej ekstrawaganckiego, w końcu to ma być dzieło…

4. OK. Grafik wie, co ma robić. Musimy dać mu więc jeszcze tekst. Gdy już napiszemy to, co ma się znaleźć na ulotce, dajmy to KONIECZNIE do przeczytania redaktorowi, polonistce czy chociażby jakiejś oczytanej osobie. Ortografia, interpunkcja, gramatyka to naprawdę istotna sprawy, kiedy chcemy kogoś przekonać do zapłacenia nam pieniędzy. Zdarza mi się własne wpisy na bloga pokazywać żonie – redaktorce. Nie wstydźmy się potencjalnych błędów, tylko chrońmy przed nimi.

5. No dobrze. Mamy tekst, grafik dostarczył nam kilka projektów – któryś musimy wybrać. A potem wprowadzić zmiany. I nie szkodzi, że grafik robi to dla nas za darmo czy półdarmo. W jego zawodzie absolutnie naturalną sprawą są poprawki – nie bójmy się mu ich zgłosić. I pamiętajmy, że to nasza ulotka, a nie jego, więc o ile powinniśmy posłuchać jego uwag, to ostateczna decyzja należy do nas.

6. Projekt wybrany, poprawiony, zaakceptowany, tekst wlany, wysyłamy do… wrrrrrróć! Nigdzie nie wysyłamy, tylko dajemy jeszcze raz znajomemu redaktorowi. Taka ostateczna korekta, żeby nie było problemów.

7. OK – niech grafik przygotuje pliki w takim formacie (w branżowym języku nazywać się to będzie „specyfikacja” – dostaniemy ją od drukarni, przekazujemy grafikowi i zapominamy – to i tak jakaś fachowa nowomowa), jakiego potrzebujemy. Zgrywamy pliki na płytkę i wysyłamy do drukarni. Można oczywiście wrzucić pliki przez internet – grafik powinien wtedy otrzymać od nas adres „serwera ftp” drukarni – niech prześlą mailem dane, dajemy grafikowi i gotowe.

8. Prosimy o egzemplarz sygnalny – musimy sprawdzić czy kolory są takie jak trzeba, czy nic się nie popsuło, etc.

9. Jeśli wszystko było ekstra – jedziemy z drukiem i czekamy na paczkę. Jeśli coś nie tak – wracamy do grafika, który poprawia, co trzeba. Finalny plik ogląda nasz redaktor i powtarzamy punkty 7 i 8.

10. Dostaliśmy ulotki do siedziby. Są piękne i pachną farbą. Ale ktoś nasze ulotki musi rozdystrybuować. Nieważne czy mają to być wolontariusze, czy poczta, czy rozniesiemy ulotki sami. Ważne natomiast jest to, żeby kolportaż dobrze zaplanować. Gdzie najlepiej trafiać z ulotkami? Już niedługo coś na ten temat napiszę…


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.