Dobry spot widza wart

02/02/2010


Spot, który widzicie niżej w ciągu trzech dni zgromadził 44 567 widzów w serwisie Youtube.com. Do tego trzeba dołożyć odsłony na innych serwisach, jak osocio.org, czy blogach.

Publikacja w takich miejscach nic nie kosztuje. Dobry spot – owszem, często jest to suma, która może zaskoczyć. Nakręcenie takiego spotu jak ten niesamowity film Sussex Safer Roads to koszt nawet 150 tysięcy złotych. Jednak wartość, jaką jest zapadnięcie na długo w pamięć widzowi, trudno wycenić. Jeżeli z tych pięćdziesięciu tysięcy osób, które zobaczyły w tak krótkim czasie film, 10% nas zapamięta, a 1% wspomoże, to mamy 500 dodatkowych źródeł dochodu (przepraszam za tak “ekonomiczne” podejście do darowizny), oraz pięć tysięcy orędowników naszej sprawy. I to po zaledwie trzech dniach!

Na deser zapraszam do obejrzenia dwóch innych produkcji, które ostatnio zrobiły na mnie ogromne wrażenie.

Organizacja MADD New Mexico (USA) i kampania przestrzegająca przed niszczycielskim wpływem alkoholu na mózgi nastolatków:

“Trailer” filmu, będący w rzeczywistości elementem kampanii na rzecz przeciwdziałaniu zachodzeniu w ciążę przez nastolatki:


Dekalog agencji przy współpracy z NGO

18/12/2009

Jeden z pierwszych postów na tym blogu był zbiorem wskazówek dla NGO podczas współpracy z agencją reklamową. Dzisiaj staniemy po drugiej stronie. Dlatego jeśli jesteś accountem / kreatywnym / producentem z agencji, która ma zamiar podjąć współpracę z agencją reklamową, zapraszam do zapoznania się z kilkoma dobrymi radami.

I. Edukuj. Organizacje pozarządowe to specyficzne miejsca. Ludzie pracują tam często częściowo woluntarystycznie, jednocześnie dość wysoko specjalizując się w danej dziedzinie. To powoduje, że w swojej “działce” uważają się za najmądrzejszych na świecie. Dlatego musisz umieć dotrzeć do nich z informacją, że jeśli chodzi o reklamę, to po to wynajęli agencję reklamową, żeby to ona dla nich przygotowała kampanię społeczną. Inaczej skończysz robiąc coś, do czego Ty nie będziesz przekonany/na,  a oni nie będą z tego finalnie zadowoleni.

II. Słuchaj. Pomijając punkt wyżej, oni jednak narawdę są dobrzy w tym, co robią. Jeżeli masz zrobić kampanę o ciekawym zawodzie pracownika socjalnego, a walniesz Key Visual z biednymi dziećmi, to nie tylko wyjdziesz na niekompetentnego podwykonawcę, ale prawdopodobnie nawet nie zdasz sobie z tego sprawy.

III. Nie daj się zjeść. Jeżeli organizacja zostawia u Ciebie 20 tysięcy, to jesteś dumny/a, że robisz coś charytatywnie. Z punktu widzenia organizacji, oni właśnie wydali kosmiczną sumę na coś absurdalnie drogiego i (według nich) niemierzalnego. Musisz mieć tego świadomość, żeby nie zwariować. Właśnie dlatego osoba odpowiedzilna za kontakt z Tobą będze wysyłać Ci siedemnaście maili dziennie, a na świątecznej kartce dopisze “P.S. A jak tam nasz projekt?”.

IV. Debriefuj. Debriefuj. Debriefuj. Przy każdej okazji wysyłaj debriefy, minutki. Informuj o tym, co się dzieje z projektem. Dla klienta nie ma nic bardziej stresującego niż brak informacji o procesie. A NGO to niedoświadczony klient, więc ich to stresuje potrójnie.

V. Pamiętaj o ograniczenich finnsowych. Czasem zdarza się organizacja, dla której nie ma wielkiej różnicy pomiędzy 100 tysiącami a 110 tysiącami PLN. Przy czym „czasem” ozncza “właściwie nigdy”. Jeżeli Twój kosztorys powykonawczy będzie przekraczał założoną sumę, wydarzy się coś strasznego. Co? Nie wiadmo, bo jeszcze nikt nie był na tyle szalony, żeby próbować.

VI. Szukaj sponsorów. Pracujesz dla dużych klientów, do których NGO nie ma dostępu. Być może któryś z nich zainteresowany jest koncepcją CSR – biznesu społecznie odpowiedzialnego. Może uda się zrobić coś większego, a dodatkowo masz wtedy szansę, że Twoi przełożeni łaskawiej spojrzą na Twój małodochodowy projekt – przecież na końcu najważniejsze są obroty, prawda?

VII. Nie tylko nagrody. Złote Lwy czy inne Kreatury nie są najważniejszym kryterium dobrej kampanii społecznej. Najważniejszy jest Twój Klient, nie zapominaj o tym. Jeśli już koniecznie chcesz robić coś tylko dla nagród – weź udział w olimpiadzie, tam nikomu nie zrobisz krzywdy.

VIII. Szukaj inspiracji. Reklamy społeczne na Zachodzie, w Ameryce Południowej, a nawet na Dalekim Wschodzie to majstersztyki, którymi należy się inspirować. Odwiedzaj www.osocio.org oraz polskie www.kampaniespoleczne.pl, a na pewno znajdziesz coś, co pomoże Ci stworzyć niezaponianą kreację.

IX. Nie wypalaj się. Skoro już pracujesz dla NGO, to rób to na 100%. Tylko na początku będzie w tym coś nowego, pięknego i dobroczynnego. Potem stanie się to zwykłą, czasem żmudą pracą. Nie zniechęcaj się, nie odpuszczaj, bo efekt Twojej pracy będzie naprawdę wartą oczekiwania nagrodą.

X. Nie jesteś sam. Na całym świecie jest mnóstwo osób, dla których III sektor to całe życie. To dziennikarze, kreatywni, celebryci, informatycy, wszyscy. Rozmawiaj z nimi, pytaj, a na pewno otrzymasz pomoc, odpowiedź, a czasem nawet bardziej wymierne wsparcie.

Na koniec, gratulacje. Skoro czytasz ten tekst, to jesteś na dobrej drodze, żeby zrobić coś pożytecznego i fajnego. Ciesz się tym!


Interaktywnie znaczy ciekawie

16/12/2009

W czasach, w których właściwie każda reklama społeczna trafia na Youtube (bo większość organizacji nie stać na emisję reklamy w tradycyjnej telewizji), przykucie uwagi widza staje się nie lada wyzwaniem. Naszym celem jest więc przede wszystkim zaciekawić potencjalnego odbiorcę naszgo komunikatu reklamowego. Zaciekawić go do tego stopnia, żeby link do naszej reklamy umieścił na Facebooku, swoim forum internetowym, czy blogu.

Heinekenowi się to udało z dwóch powodów. Po pierwsze, stworzyli interaktywną sieć filmików, swojego rodzaju grę sprawdzającą spostrzegawczość widza. A internauci lubią gry, szczególnie takie, w których bez problemowo mogą się wykazać swoimi umiejętnościami. Po drugie, twórcy spotów przedstawili problem, jakim jest nieodpowiedziale picie, w sposób z jednej strony bezpretensjonalny, a z drugiej nie przekraczający granic dobrego smaku. Oczywiście, oceńcie sami:

Podsumowując, wystarczy odrobina pomysłu i zufania do już-nie-tak-znowu-nowych mediów, a możemy stworzyć komunikat, który będzie chętnie oglądany. I nie należy obawiać się bycia posądzonym o plagiat – dobrymi pomysłami NALEŻY się inspirować.

P.S. Pozostaje już tylko jeden problem – reklama społeczna wymierzna przeciwko nieodpowiedzialnemu piciu alkoholu jest sygnowana przez znaną markę piwa – ergo, Heineken w ten sposób się po prostu reklamuje. Czy jest to na pewno etyczne? Czy chcieli przeciwdziałać nieodpowiedzialnemu piciu, czy tylko znaleźć kolejny kanał komunikacji? Czy reklama traci przez to na wiarygodności? Nie wiem. Ale chętnie podyskutuję o tym z Wami w komentarzach.


Nie reklamujemy proszków do prania!

07/07/2009
Malina Wieczorek

Malina Wieczorek

Oto obiecany wywiad z Panią Maliną Wieczorek, nonprofit&art promotion directorem TBWA/Telescope, agencji zajmującej się wyłącznie kampaniami społecznymi (między “Kraków jest wart zaliczenia”, “Zarażam radością”, czy “W domu dzieci mniej się boją”). Pani Malina przeprowadziła już tak wiele kampanii dla różnych organizacji, że moim zdaniem jest uprawniona do wypowiedzi na temat możliwości poprawienia jakości takiej współpracy. Wywiad krótki, acz treściwy, więc zapraszam do czytania:

Kuba Polkowski: Na jakie bariery napotykała się Pani najczęściej w pracy z organizacjami pozarządowymi? Jakie błędy najczęściej popełniają NGOsy w kontaktach z agencjami?
Malina Wieczorek: Myślę, że przede wszystkim problemem jest brak wiedzy, jak wygląda proces tworzenia i realizacji kampanii – od samego początku do końca. Organizacje nie wiedzą, czego powinny oczekiwać od agencji. Dlatego przy pracy z NGOsami zawsze na początku robię prezentację, podczas której staram się przybliżyć przedstawicielom danej organizacji, w jakich ramach będziemy się poruszać, tworząc nasz wspólny przecież projekt.
Kolejną sprawą może być brak decyzyjności, często strona pozarządowa nie jest pewna, czy tego typu narzędzia, czy rozwiązania kreatywne, które proponujemy są dla nich odpowiednie. Ten problem nie dotyczy jednak organizacji, w których obecny jest silny lider
KP: A czy to jednak nie po stronie agencji leży to, żeby zaproponować swojemu klientowi, jakim jest w tym wypadku NGO, takie rozwiązania, na które jest gotowy i które w konsekwencji sprzedadzą ich „produkt”?
MW: Oczywiście, agencja odpowiada za przygotowanie kilku propozycji kreatywnych i jednocześnie edukacja organizacji. Kampania społeczna ma z założenia zmienić coś w świadomości odbiorców i miałkie, niezdecydowane podejście do problemu nic nie wniesie. Właśnie dlatego my musimy mieć tego świadomość i w pełni odpowiedzialnie zaproponować rozwiązania, które mogą być postrzegane przez NGO jako zaskakujące czy kontrowersyjne. Czasami jest to jedyne wyjście, żeby temat został ruszony. Nie reklamujemy w końcu proszków do prania! Dlatego oczekujemy, że organizacja, która deklaruje, że oczekuje śmiałych rozwiązań, nie wystraszy się w ostatnim momencie. Jeżeli mamy robić krok do przodu, to nie róbmy zaraz potem trzech kroków do tyłu. Czasem ta praca trwa krócej, a czasem dłużej, ale decyzja o rozpoczęciu pracy nad kampanią społeczną powinna mieć swoje umocowanie w zaufaniu do agencji, z którą się pracuje.
KP: W kampaniach społecznych często jednak spotykamy się z komunikatem, który jest tak mocny, że może, powodując poczucie strachu czy winy u odbiorcy, „odstraszyć” go od naszego problemu. Dysonans poznawczy wywołany za mocnym przekazem taki człowiek zredukuje sobie poprzez wyparcie, więc może jednak NGOsy dobrze robiąc, uważając na „moc” kampanii.
MW: Sądzę, że w Polsce i tak mamy bardzo „grzeczne” kampanie społeczne. W Wielkiej Brytanii ostrzegając przed wypadkami na drogach, ze szczegółami pokazuje się konsekwencje takiego zdarzenia – łącznie ze spływającą po ulicy krwią czy częściami ciała ofiary. Tam nie budzi to większych emocji – co oczywiście może prowadzić do znieczulicy. Jednak w naszym kraju cały czas nie przełamaliśmy pewnych tabu i jako agencja na pewno nie narazilibyśmy partnerskiego NGO na skandal związany z nieprofesjonalnie, w społecznym tego słowa znaczeniu, przygotowaną reklamą. Przecież nawet w kampaniach antynikotynowych nie pokazuje się u nas płuc czy krtani palacza, co na Zachodzie jest już właściwie normą. Ale i polskie społeczeństwo „dorośnie” w końcu i do takich rozwiązań.
KP: Pogubiłem się – to w końcu kampania ma być kontrowersyjna, czy nie?
MW: Kampania może, i powinna, być kontrowersyjna, ale i umiejętnie wzbudzająca dyskusję społeczną. Widać to później na forach internetowych, czy blogach. To jest wymierny efekt i organizacje społeczne, które dostają maile, listy od ludzi, mogą poświadczyć, że tak przygotowana reklama ma sens. W natłoku komunikatów reklamowych to właśnie szczególnie NGOsy muszą efektywnie przebijać się ze swoim przekazem, bo inaczej się po prostu nie „sprzedadzą”.
KP: Podsumowując, najważniejsza rzecz, jaką powinna zrobić organizacja, przygotowując się do współpracy z agencją to…
MW: Przede wszystkim skonstruować najważniejszą myśl kampanii. Mówiąc językiem reklamy – musimy znać „insight” odbiorcy [czyli wiedzieć, co odbiorca myśli, czego chce, jakie ma potrzeby – przyp. KubyP] Mając ten trzon, agencja i organizacja wspólnie SA w stanie skonstruować naprawdę dobrą reklamę społeczną.

Rozmowa odbyła się 30 czerwca 2009 w warszawskiej Królikarni.


Jutro o 14:30 w Królikarni w Warszawie panel o współpracy agecji z NGO

29/06/2009

30 czerwca, godz. 14.30, Królikarnia – O współpracy agencji reklamowych, brandingowych, outdoorowych z organizacjami pozarządowymi. Panel poprowadzi redaktor naczelny magazynu Brief – Grzegorz Kiszluk. Już zacieram łapki na jutrzejsze spotkanie, obejrzyjcie sobie też wstęp do całego eventu na stronach “Briefu”. Bardzo ciekaw jestem, kogo zaproszą, bo póki co, wszystko wygląda dość enigmatycznie…


Więcej znaczy lepiej?

10/06/2009

Komunikacja marketingowa w organizacjach pozarządowych ma dziwną tendencję do zawężania się do plakatu/ulotki, wydrukowanych na najtańszym papierze przez zaprzyjaźnioną drukarnię. Oczywiście skoro już robimy plakat, to wrzucamy do środka tyle informacji, ile jest to możliwe, co zazwyczaj kończy się tak:plakat_mlodyczlowiek_alkohol_zly_wybor
Nie mam oczywiście nic przeciwko szlachetnej inicjatywie Powiatowego Centrum Kultury, Sportu i Rekreacji w Zduńskiej Woli. Jednak, gdyby była to Organizacja Pożytku Publicznego, to na pewno znalazłoby się jeszcze miejsce na numer konta, NIP, loga sponsorów i zaprzyjaźnionych fundacji. Jednym słowem – multum naćkanej treści, dużo krzykliwych kolorów, layout (wygląd) zrobiony w Microsoft Word 97 i mamy plakat, od którego może się zakręcić w głowie, gdy się na niego za długo patrzy.

Komunikat, który chcemy wysłać, pracując w NGO zazwyczaj ma dwa główne cele: Powiadomić o nas jako organizacji oraz powiadomić o problemie, którym się zajmujemy. Najważniejszym elementem naszego komunikatu powinien być więc „brand message” – czyli informacja o naszej marce. Zaszczepienie u odbiorcy reklamy naszej marki spowoduje, że będzie pamiętał i o problemie, który nas interesuje i o naszej organizacji i o jednym procencie – a jeśli nie jesteśmy OPP, to zgooglowanie numeru konta jest łatwiejsze niż spisanie go z plakatu. Nie twierdzę oczywiście, że łatwiejsze jest np. dla starszej pani bez komputera, ale nawet ona nie będzie sterczeć przed plakatem szukając ciągu cyferek – ona potrzebuje ulotki.

Ale o ulotkach to poczytamy sobie jutro.

A tutaj przykład komunikacji bez numerów kont, adresów i innych zbędnych informacji. Mamy za to dwie podstawowe informacje: Kto i o czym mówi. I tak powinien być skonstruowany outdoorowy komunikat reklamowy:

pomaganie wzmacnia


NGOsy w nowych mediach – mikroblogi

05/06/2009

Ty w nowych mediachTen post jest pierwszym z serii tekstów na temat obecności organizacji pozarządowych w nowych mediach. Dzisiaj zajmiemy się mikroblogami. Mikroblogi to takie serwisy, jak amerykański Twitter.com, czy polskie Blip.pl, Flaker.pl i Pinger.pl. Służą do wysyłania krótkich wiadomości tekstowych, o ilości znaków odpowiadających długości SMSa – w okolicach 150. Za ich pomocą „zwykły” użytkownik może komunikować, co właśnie robi, gdzie jest, co ciekawego zobaczył. Wiadomości można wysyłać za pomocą zwykłej przeglądarki internetowej, ale również korzystając z telefonu komórkowego.

Na Zachodzie Twitter robi ogromną furorę – na całym swiecie ta platforma posiada już 17 milionów użytkowników! Wiąże to się oczywiście z przymusową obecnością znanych marek na Twitterze. Coca-cola, Pepsi, Pizza Hut, Ford itd. Wszyscy marketerzy prześcigają się w coraz to ciekawszych wpisach (a także w coraz to wyższej ilości użytkowników śledzących, co dana marka ma do przekazania).

Dla organizacji pozarządowych nawiązywanie kontaktu ze wszystkimi grupami docelowymi przez kanał nowych mediów jest niepowtarzalną szansą. Czy pracujesz w organizacji skierowanej wewnętrznie i szukasz ludzi dotkniętych tych samym problemem, czy jesteś organizacją pomagającą innym i szukasz sponsorów – Web 2.0 powinno być dla Ciebie rajem. Na polskich serwisach mikroblogowych (przypomnę: Blip.pl, Flaker.pl i Pinger.pl) pojawiają się już tacy użytkownicy jak Pajacyk, Fundacja Dla Śląska czy Centrum Rozwoju Inicjatyw Społecznych. Oni już tam są, „kolekcjonują” użytkowników, którzy śledzą aktywność tych organizacji w sieci, a docelowo stają się wolontariuszami, darczyńcami, czy choćby orędownikami samej idei przyświecającej organizacji.

Jedyne, co trzeba zrobić, to założyć swój profil i regularnie (to bardzo ważne, inaczej znikniemy w gąszczy e-informacji), choć nie co 10 minut (użytkownicy uznają nas za spamerów i przestaną się nami interesować) umieszczać informacje dotyczące swojej „branży”, swojej organizacji i efektów naszej pracy. A ponieważ to są nowe media, to pionierzy zajdą najdalej. Wystarczy pamiętać, że najpopularniejsi użytkownicy Twittera – np. Oprah Winfrey mają ponad 1 milion wiernych użytkowników! Wyobraź sobie, jaki to jest potencjał informacyjno-fundraisingowy. I załóż mikrobloga. Tylko szybko.

P.S. Dla anglojęzycznych marketerów z NGOsów – serdecznie polecam regularną lekturę bloga Beth Kanter – pisze bardzo ciekawe rzeczy na temat wykorzystywania nowych mediów przez organizacje pozarządowe.


Badanie przekazu zawartego w komunikacie reklamy “Buy a Sex Toy, Save a Child”

02/06/2009

Z powodu sporych kontrowersji w komentarzach pod notką o kampanii „Buy a Sex Toy, Save a Child” postanowiłem przeprowadzić badanie jakościowe dotyczące komunikatu płynącego z reklamy. Dla przypomnienia, kampania w zamierzeniu promuje fundację, założoną przez internetowy sexshop. Fundacja otrzymuje procent od każdej sprzedanej zabawki erotycznej, a pieniądze te przeznacza na wirtualną adopcję biednych dzieci w krajach Afryki. Teza badawcza była następująca: „Komunikat zawarty w reklamie jest na tyle niejasny, że skutecznie uniemożliwia przekaz założonej przez marketera informacji. Na dodatek prowadzi do negatywnych skojarzeń, co powoduje, że kampania jest nieskuteczna”. Za pomoc w opracowaniu wyników badań bardzo dziękuję Markowi Rosłanowi, badaczowi z agencji Momentum Worldwide. Poniżej prezentuję wyniki badań. Resztę oceńcie sami :)

Badanie jakościowe na temat reklamy „Buy a Sex Toy, Save a Child”

Grupa badawcza – 20 osób, zdywersyfikowane pod kątem narodowości, wieku, płci, wykształcenia, miejsca zamieszkania, miejsca zatrudnienia.

Metoda: Kwestionariusz bez kafeterii – jedno pytanie badawcze.

Pytanie badawcze:

„Czy możesz w jednym zdaniu napisać, co Twoim zdaniem komunikuje przedstawiony obrazek?”

Wnioski z badania:

Odpowiedzi można podzielić na 3 kategorie tematyczne:

1. Ogólne wrażenia: przekaz niejasny, niejedoznaczny, nieprecyzyjny, nieprzyjemny:

* „mało zrozumiałe”, „przekaz niejednoznaczny”, „durne jakieś”, „dziwne”, „mega niejasne”, „chore”, „unclear”, „ohyda”, „po hardcorze”.

2. Główny temat skojarzeń: ostry seks, pedofilia, antykoncepja:

* „niechciana ciąża”, „dewiant seksualny”, „gumowa pała”, „niebezpieczne gry i zabawy”, „pedofilia”, „rodzaj antykoncepcji”, „kup gumowego przyjaciela”, „some religious anti-pedophilia group?”, „birth-control”

3. Skojarzenia społeczne: walka z HIV, z pedofilią, z niechcianymi ciążami, biedne dzieci:

* „niechciana ciąża”, „odwal się od dzieci”, „nie spłodzisz dzieciaka”, „kasa (…) na jakieś czarne dzieci”, „efektem (…) kolorowe dzieci”, „rodzaj antykoncepcji”, „pedofilia”, „chronić dzieci przed sexshopami, (…) AIDS, (…), żeby świat nie umarł z ciasnoty”, „nie bądź powodem niechcianej ciąży”, „biedne dzieci z Ruandy”, „pedophilia”, „walka z pedofilią”, „anti-AIDS campaign”, „dzieci to nie zabawki”, „robisz mniej dzieci”, „nie uprawiasz seksu z dziećmi”, „kupisz wibrator, to biedne dzieci będą miały lepiej”, „Kupi dildosa, to pomożemy dzieciom”

Wniosek końcowy – z dwudziestoosobowej próby, jedynie trzy osoby (odpowiedzi nr 5., 9. i 19.) wskazały jako jedną z możliwości faktyczny cel kampanii. Generalnie kampania budzi negatywne skojarzenia, jest niejasna, niezrozumiała. badanym kojarzyła się głównie z pedofilią. Podsumowując – komunikat zawarty w kampanii nie spełnia założeń.

Odpowiedzi (w kolejności chronologicznej):

1. Akcesoria erotyczne, dzięki którym możesz ustrzec się przed niechcianą ciążą.

2. Żeby kupić sobie wibrator, zamiast bawić się sexem i robić dzieci?? Dla mnie jest to mało zrozumiałe (o ile w ogóle).

3. Dla mnie ta reklama mówi „jeżeli jesteś dewiantem seksualnym – Kup sobie seksualny gadżet i odwal się od dzieci”.

4. Moim zdaniem jest to reklama wibratorów. “Wal się gumową pałą to nie spłodzisz dzieciaka”

5. Durne jakieś. Wyobraźnia podpowiada kilka możliwych rozwiązań.
• Ala „kampania” społeczna – kup gadget, a kasa zostanie przeznaczona na jakieś czarne dzieci
• Kampania, która mówi – lepiej kup wibrator, niż masz uprawiać niebezpieczne gry i zabawy, którego efektem mogą być kolorowe dzieci…
PRZEKAZ NIEJEDNOZNACZNY.

6. Dziwne, ale to chyba raczej rodzaj antykoncepcji, niż akcja mająca na celu ochronę życia i zdrowia dziecka

7. Eeeee… Pachnie mi to jakąś kampanią less or more związaną z pedofilią… ale jakoś nie wiem w którą stronę – wydaje mi się to mega nie jasne… i już ;-)

8. Albo każą chronic dzieci przed sex shopami, albo przy pomocy prezerwatyw chronić nienarodzone dzieci przed AIDS albo nie rodzić więcej dzieci, zeby świat nie umarł z ciasnoty.

9. Z jednej strony ” kup gumowego przyjaciela – nie wal sie po kątach i nie
bądz powodem niechcianej ciazy “

A z drugiej – kup wibrator, 2 dolce ze sprzedazy jest przeznaczone na
biedne dzieci z Ruandy

10. On first impression, this is a pretty disturbing picture if you ask me. Immediately I think of pedophilia . . . especially when I read the URL (which I haven’t visited), which is dodgy, to say the least.
I’m wondering if this is some sort of religious anti-pedophilia group?

11. Kampania społeczna o walce z pedofilią? Ale że niby ten kto ogląda plakat to potencjalnie pedofil?

12. I think it’s like an anti-AIDS campaign… U know – don’t f*ck, use sex toys. Or something about pedophilia?

13. Dzieci to nie zabawki – jak chcesz pociupciać, kup sobie wibrator.

14. Albo ze kupujac wibratory robisz mniej dzieci albo ze kupujac wibratory nie uprawiasz seksu z dziecmi – jakby nie bylo – chore.

15. Jak kupisz wibrator, to biedne dzieci będą miały lepiej? Ale jak? Że będą się nimi bawić? Ohyda…

16. Dunno, maybe it’s some birth-control shit?

17. Walka z pedofilią. Ale trochę po hardcorze.

18. Albo antykoncepcja albo pedofila.

19. Kupi dildosa, to pomożemy dzieciom? Dziwne połączenie.

20. I would say this campaign is aimed against pedophilia, but the big picture is rather unclear, so I can’t say anything for sure.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.