W obronie kampanii społecznej przed wierszówką

legalny kawiorNie lubię wchodzić w polemikę, szczególnie z dziennikarzami z dużym stażem i warsztatem – z góry jestem w takiej dyskusji skazany na pożarcie, a pożartym bywać nie zwykłem. Ale felieton pani Agaty Małkowskiej-Szozdy w ostatnim numerze „Media&Marketing Polska” na temat reklamy społecznej WWF o nielegalnym kawiorze sprawia wrażenie jednak nieprzemyślanego. O co chodzi?

Agencja Chrum.Company zrobiła na zlecenia WWF kampanię edukacyjną, informującą odbiorców o różnicy pomiędzy legalnym i nielegalnym kawiorem. Reklamy zamieszczone zostały w prasie ekskluzywnej (np. „Golf&Life, „Essence”), ale też m.in. w „Rzeczpospolitej”. Oprócz reklamy prasowej pojawiła się także broszura dla właścicieli sklepów i restauracji oraz ulotki, w których konsument może znaleźć informacje o tym, jak rozpoznać legalny kawior. W folderze WWF uczy, jak unikać kupowania nielegalnego kawioru (za którego zakup w Polsce, zgodnie z Konwencją Waszyngtońską, do której przystąpiliśmy w 1990 roku, grozi do 5 lat więzienia).

Pani Małkowska-Szozda twierdzi jednak, że to wyrzucanie pieniędzy w błoto, trochę tylko lepsza forma autopromocji agencji niż ghost advertising (tworzenie reklam na potrzeby festiwali reklamowych, o tym napiszę kiedy indziej). Nie jestem specjalistą w dziedzinie frutti di mare, więc tylko na potrzeby utwierdzenia się w przekonaniu, że coś tu jest nie tak, pogooglowałem chwilkę i dowiedziałem się, że już 4 lata temu rynek kawioru w Polsce wart był około 4,5 mln złotych. Uśredniając ceny kawioru (od tego prawdziwego, który jest baaaardzo drogi, po najtańsze barwione puszeczki z supermarketu za 10 PLN) okazuje się, że jest to około 200 tysięcy opakowań kawioru rocznie!

Według Pani Małkowskiej-Szozdy, kampania może i ciekawa, ale adresat nie ten, bo mówić o nielegalnym kawiorze w Polsce, to tak jakby „przekonywać polskich rolników, że wycinając puszcze amazońskie, przyczynią się do wyginięcia wielu zagrożonych gatunków zwierząt i roślin. (…) Idea słuszna, tylko źle zaadresowana.”. Nie mogę się zgodzić z faktem, że skoro autorki felietonu problem nie dotyczy, to według niej, nie dotyczy też nikogo innego w Polsce. Idea kampanii społecznych to zwrócenie uwagi opinii publicznej na niedostrzegane wystarczająco problemy. Gdzieś tu widzę błąd logiczny Pani Małkowskiej-Szozdy. A może autorka musiała po prostu wypracować wierszówkę i tak w sumie niechcący „objechała” dobrze zrobioną (mówię tu i o kreacji i o mediaplanie) kampanię? I to na dodatek na łamach najlepiej sprzedającego się magazynu reklamowego w kraju. No nic, niech Pani Małkowska-Szozda sama zajrzy do swojego sumienia. Ja, jak już pisałem, nie lubię wchodzić w polemikę…

4 odpowiedzi na „W obronie kampanii społecznej przed wierszówką

  1. agata malkowska pisze:

    Genralnie, fakt, czy jadam na co dzień kawior, czy nie, chyba nie ma tu zbyt wielkiego znaczenia, prawda? Szanuję czyjęś prawo do wlasnego zdania, ale przy swoim będę obstawać – problem kupowania nielegalnego kawioru jest i, podejrzewam, długo jeszcze bedzie w Polsce marginalny,bo 4,5 mln zł to, prosze wybaczyć, bardzo niewiele ( zwaźywszy choćby na cene kawioru -no , proszę, nie jadam, a wiem!!)
    Jest wiele waźniejszych kwestii społecznych, ktorym moźna sie zająć, ale zakladam, ze akurat na te kwestie autorzy kawiorowej kampanii nie mieli pomysłu, stad ich wybór. Zaloźę sie teź , ze kampania ta niebawem wyladuje w Portoroż, na Epice i w paru jeszcze innych miejscach, ze o KTR nie wspomnę. Dlaczego, to chyba nie muszę tłumaczyc – chyba, ze musze?!
    A co do podejrzeń o wyrabianie normy na łamach gazety -please!!! Jak obelgi, to przemyślane!

  2. agata Malkowska pisze:

    Nie będę sie powtarzać: copy and paste z Golden Line, proszę:
    Genralnie, fakt, czy jadam na co dzień kawior, czy nie, chyba nie ma tu zbyt wielkiego znaczenia, prawda? Szanuję czyjęś prawo do wlasnego zdania, ale przy swoim będę obstawać – problem kupowania nielegalnego kawioru jest i, podejrzewam, długo jeszcze bedzie w Polsce marginalny,bo 4,5 mln zł to, prosze wybaczyć, bardzo niewiele ( zwaźywszy choćby na cene kawioru -no , proszę, nie jadam, a wiem!!). Grupa docelowa – jasne, jest, tak samo liczna, jak liczba chętnych do wykupu turystycznych lotów kosmicznych ( i to dopiero jest sporo warte -przeliczając na konkretne pieniądze). I korzystajac okazji, postuluje zrelizowanie kampanii zabranianiającej tego paskudnego procederu, z powodu, hmmmm, niech pomyślę – bo to niezgodne z prawem Boskim – bo przecieź gdyby Bóg by chciał, żebyśmy latali, to dałby nam skrzydła, prawda? Powód do zrobienia kampanii spolecznje zawsze się znajdze, jak tylko są chęci – mam rację?
    Jest wiele waźniejszych kwestii społecznych, ktorym moźna sie zająć, ale zakladam, ze akurat na te kwestie autorzy kawiorowej kampanii nie mieli pomysłu, stad ich wybór. Zaloźę sie teź , ze kampania ta niebawem wyladuje w Portoroż, na Epice i w paru jeszcze innych miejscach, ze o KTR nie wspomnę. Dlaczego, to chyba nie muszę tłumaczyc – chyba, ze musze?!
    A co do posądzeń o wyrabianie normy na łamach – please! Jak obelgi, to przemyślane! To chyba nie ja piszę, bo muszę? mi chociaż za to płaca!

  3. Kuba Polkowski pisze:

    Również pozwolę sobie na przeniesienie dyskusji z http://www.goldenline.pl/forum/media-i-marketing-polska/995842

    Ale, droga Pani – sama sobie Pani przeczy w każdym kolejnym zdaniu.
    Psy – tak. Jesiotry – nie. – błąd logiczny, albo retoryczny.
    Ilość osób jedzących kawior jest taka sama jak ilość osób kupujących wycieczki na księżyc – błąd merytoryczny albo retoryczny.

    Poza tym, jak na osobę, która „już od dość dawna pisze, by nie musieć zaistnieć”, strasznie się Pani zapiekliła, Pani Redaktor, po drobnym komentarzu drobnego bloggera. Ja tylko zadałem pytanie, a nie prowokowałem do niczego – Dlaczego ocenia Pani czyjąś pracę lub też problem, którym zajmuje się jakaś organizacja społeczna poprzez pryzmat własnego widzimisię? Bo ma Pani do tego prawo? Bo mamy wolność słowa? OK, ale niech Pani nie odbiera innym prawa do własnej oceny. Szczególnie, że w swoim felietonie nie podała Pani żadnych danych, nie dała możliwości odbicia piłeczki przez drugą stronę. A w Polsce społeczeństwo obywatelskie, III sektor w ogóle, są na tyle nierozwinięte jeszcze, że podkładanie nogi komuś TYLKO dlatego, że się nie jada kawioru, albo nie lubi jesiotrów, jest najzwyczajniej w świecie nie w porządku.

    Pozdrawiam,

    KubaP

    P.S. Kolejny błąd logiczny – skoro Pani płacą za pisanie, to Pani pisać musi, a ja piszę, bo chcę i mogę🙂

  4. ja pisze:

    Myślę, że analizować takie kampanie, powinniśmy również przez pryzmat zleceniodawcy. Kampania była zlecona przez WWF, a to instytucja, ogólnie mówiąc, zajmująca się ochroną różnych gatunków zwierząt.

    To oczywiste, że na świecie są większe problemy niż zagrożenie zwierząt – alkoholizm, narkomania i bomby atomowe. Ale tymi kwestiami WWF sie nie zajmuje. Tym zajmują się inne organizacje.

    Czy to oznacza, że skoro WWF zajmuje się akurat sprawami zwierząt, to mają nie robić żadnych kampanii, bo mają one za mało adresatów? To co mają robić?

    WWF prowadzi też akcje chroniące wilki, niedźwiedzie i rysia. Wszystkie te kwestie są dość małe w kontekście całego społeczeństwa, ale mimo wszystko warto zwrócić na nie uwagę

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: