NGO potrzebuje rozgłosu!

Da Vinci - Człowiek WetruwiańskiZajrzyjmy dzisiaj za drzwi biura Twojej organizacji. Wchodzimy do środka, a tu ktoś przebiega z furą skserowanych materiałów, ktoś robi kawę (nie było miejsca na kuchnię, więc czajnik stoi w korytarzu). Po lewej stronie drzwi do pokoju prezesa zarządu, ale przy jego biurku właśnie siedzi księgowy (w księgowości jest tymczasowy magazyn folderów i pudeł z DVD na najbliższą konferencję). Po prawej stronie drzwi do Twojego pokoju, w którym siedzisz z sekretarz biura. Na wprost łazienka, w której środku jest… łazienka! Uf, przynajmniej tyle. Jednym słowem, zamieszanie typowe dla każdej organizacji pozarządowej, która właśnie ma przeprowadzić jedno z najważniejszych wydarzeń w roku. Nawet miasto zgodziło się wynająć za darmo salę na 1200 osób, wydrukowaliśmy po kosztach foldery, wytłoczyliśmy płyty z prezentacją, główni prelegenci wiedzą, co mają powiedzieć – będzie sukces!

Chyba że w sali na 1200 osób pojawi się 50 uczestników. A po czymś takim miasto już nie da nam sali. Drukarnia nie pójdzie nam na rękę, bo niby komu możemy ich zarekomendować, skoro nikt się nami nie interesuje. Nawet Mediamarkt nie odda nam DVD, bo przecież tam nie pracują idioci. Co poszło nie tak? Temat konferencji nie był interesujący? Prelegenci nie znają się na temacie? Zła godzina rozpoczęcia konferencji? A może po prostu w nawale pracy nikt nie miał czasu na rozesłanie zaproszeń? Powiadomienie prasy? Porozmawianie z dziennikarzem z lokalnego radia? Aktualizację strony internetowej? Wrzucenie ogłoszenia na lokalny serwis społecznościowy? Albo chociaż wydrukowanie plakatu. Wszystkie te rzeczy mógłby zrobić marketingowiec.

W organizacji każdy ma na głowie wszystko. Księgowy kseruje materiały szkoleniowe, więc prezes zlicza faktury, sekretarz wysyła maile do partnerów, a Ty biegniesz na pocztę z książką nadawczą. Każdy robi wszystko, bo w organizacji zawsze jest więcej pracy niż rąk do niej potrzebnych. Bo tak już jest w trzecim sektorze. I to jest coś, co sprawia, że łatwo się w tej pracy zatracić. Ale organizacja musi się rozwijać, żeby móc docierać do szerszego grona swoich „klientów”. A jeżeli potencjalni sponsorzy, zleceniodawcy, grantodawcy nie będą o nas wiedzieć, to nie będzie nam dalej łatwo. I właśnie dlatego w NGO niezbędna jest obecność marketingowca/PR-owca/speca od kontaktów ze światem zewnętrznym. Albo chociaż osoby, która weźmie w całości na siebie wszystkie te obowiązki, którymi marketingowiec powinien się zajmować. Czyli:

a) wypracowanie strategii komunikacji – nie wolno miotać się po świecie mediów. Na dłuższą metę, nic z tego nie będziemy mieć. Najpierw trzeba ustalić linię postępowania, czyli określić stan obecny wizerunku naszej organizacji, a następnie wyznaczyć odbiorców naszej komunikacji, a także jej cele i sposoby ich realizacji. Brzmi to dosyć prosto, ale taka praca koncepcyjna jest bardzo istotna i dość czasochłonna, stanowi bowiem o naszym przyszłym sukcesie lub jego braku;
b) nawiązywanie i utrzymywanie kontaktów z prasą – bardzo dobrze mieć jedną osobę odpowiedzialną za relacje z dziennikarzami – unikniemy w ten sposób komunikacyjnego chaosu, a i takie relacje są zazwyczaj trwalsze;
c) kontrola informacji – comiesięczny raport z informacji, jakie ukazują się o nas w mediach można kupić od firmy zajmującej się monitoringiem, ale ktoś jeszcze powinien umieć tę układankę poskładać i zanalizować;
d) komunikacja z naszą docelową społecznością – a jeżeli są to jednostki, może warto pomyśleć o budowie całej grupy;
e) e-komunikacja – dzisiaj posiadanie strony internetowej nie wystarcza. Żeby skutecznie się komunikować, trzeba umieć poruszać się w świecie Web 2.0.;
f) i wiele innych działań, które pojawiają się codziennie, a którymi marketingowiec może się zająć, a na które nikomu innemu nie starcza ani siły, ani ochoty. Na przykład współpraca z ewentualną agencją, z którą być może kiedyś zdecydujemy się podjąć współpracę – zająć się produkcją ulotki, czy plakatu…

5 odpowiedzi na „NGO potrzebuje rozgłosu!

  1. Kasia pisze:

    Nic ująć, bo w toku codziennej pracy okazuje się, że zawsze można zrobić coś jeszcze. Ale to wypisane przez Kubę to absolutne MINIMUM!

    • Kuba Polkowski pisze:

      Zgadzam się, Kasiu – wymieniłem niezbędne minimum. Funkcji i zadań, w których marketingowiec byłby idealnym uzupełnieniem zespołu jest znacznie więcej – od tworzenia contentu (treści komunikatów prasowych, przez udział w konferencjach, etc.)

  2. Marcin pisze:

    Mam tylko jedno zastrzeżenie – web 2.0
    Powszechne rozumienie web 2.0 polega na tym że „stawiamy stronę, z możliwością dodawania treści a użytkownicy przychodzą, zachwycają się i tworzą a) regularnie, b) oryginalne, c) ciekawe, d) rzetelne, e)treści. Oczywiście za darmo, albo jeszcze lepiej – płacą za to”.
    Ostatnio jak ktoś mówi web 2.0 to zawsze „sprawdza” – to znaczy co?

    Po drugim przeczytaniu tekstu przyszło mi do głowy coś jeszcze.
    Nie trzeba przekonywać do tego by korzystać z możliwości jakie daje sieć. Uważam jednak że „bycie wszędzie” nie jest właściwą drogą. Jak by się zastanowić gdzie być można, a nawet może powinno się być to przychodzi do głowy kilkanaście miejsc; grono/facebook/myspace by trafić do młodych, Nasza Klasa by pokazać się starszym, goldenline/profeo do aktywnych zawodowo, fora na ngo.pl by ponarzekać wspólnie na administrację państwową, ammado bo rozwojowe i ponad granicami, Blip/twitter bo…można.
    A jeszcze pewnie wypadałoby zrobić jakiś blog organizacyjny, jakieś małe forum, fotorelacje z wydarzeń (dajmy na to flickr), cotygodniowy chat z zainteresowanymi, bieżąca aktualizacja strony w wikipedii….ufff. To wszystko można, jakby wydelegować jedną osobę tylko do codziennej obsługi tego wszystkiego – ok. Pytanie czy rzeczywiście typowy ngo potrzebuje tego wszystkiego w codziennej pracy. A typowy polski ngo to nie PAH, CEO czy im podobne ‚korporacyjne molochy’ lecz kilkuosobowe organizacje funkcjonujące na prowincji (bez wartościowania). Czy poza 1% gorączką rzeczywiście potrzebują komunikować wszem i wobec co robią?
    pozdrawiam

    • Kuba Polkowski pisze:

      No więc tak🙂 Marcin, nie dam rady odpowiedzieć w dwóch osobnych punktach na dwie części Twojego komentarza, więc będzie zbiorczo:
      Web 2.0 to narzędzie, a nie system (rozmwaimy tu o marketingu, więc traktuję Web 2.0 właśnie tak). Narzędzie, które po bardzo niskich kosztach pozwala na dotarcie do:
      a) możliwie szerokiej i zróżnicowanej liczby odbiorców
      b) najaktywniejszych odbiorców
      Mówię tu zarówno o blogu, mikroblogach, forach internetowych (w tym lokalnych), wortalach, serwisach vidcastowych, podcastowych i całej reszcie magicznego świata Internetu.
      Ale! Wszystko zależy od potrzeb – chcę zaktywizować młodych – robię konkurs fotograficzny na swoim blogu (którego już dawno prowadzę i w związku z tym mam „bazę”).
      Chcę dotrzeć lokalnie, np. do KGW w moim powiecie. Czy będę korzystał z Internetu? A czy one (gospodynie) korzystają? Jeśli tak, to może powinienem być aktywnym członkiem ich społeczności (czy to autonomiczny byt czy osobne forum na gazeta.pl)
      Chcę budować wizerunek – a pamiętajmy, że NGO „sprzedają” trudny w obrocie produkt, jakim jest idea, co oznacza, że ich negocjacyjną kartą przetargową jest właśnie zbudowany status – stawiam na szeroki zasięg i dotarcie do pożądanych grup celowych. W zalezności od potrzeb robię to na większą lub mniejszą skalę i uderzam w te, czy inne miejsca w Sieci. Ale nie wolno mi Sieci lekceważyć, bo akurat dla NGO jest to najwygodniejszy i, jak już pisałem, najtańszy sposób dotarcia.

      Najważniejsze w komunikacji sieciowej jest zbudowanie wiarygodności i jeśli któregoś dnia stwierdzę, że dzisiaj zakomunikuję coś ważnego i do tego celu założę bloga, to będę znacznie mniej godzien zaufania niż prowadząc tego bloga już od roku.

      I właśnie dlatego uważam, że osoba, która się zajmie komunikacją jest absolutnie niezbędna w NGOsie, bo to ona „sprzedaje” ją światu. Mam nadzieję, że odpowiedziałem na Twoje pytanie, jeśli dalej masz wątpliwości – pisz, a postaram się odpowiedzieć🙂

      Pozdrawiam,

      Kuba

      P.S. A typowy polski, mały, lokalny NGO potrzebuje „tego wszystkiego” jeszcze bardziej niż PAH, bo PAH ma też inne kanały dotarcia, a małe organizacje – nie.

  3. Iza Kuzyszyn pisze:

    Rzeczywiście „sprzedajemy” trudny w obrocie produkt.
    Robimy to od 11 lat.
    Nikt, od długiego już czasu, nie reaguje na płaczliwe „pomóż”.

    Pierwszą stronę stworzyliśmy w 2005 roku.
    Rok póżniej nową lepszą.
    W tym roku znów nową, lepszą, poszliśmy poważnie w kierunku Web 2,0, wykorzystujemy Google. Mamy już duży Wolontariat, wielki zespół zaufanych ludzi. Widzimy czy ludzie – „odbiorcy” naszego komunikatu nam ufają, czy myślą że jesteśmy wiarygodni…

    W gruncie rzeczy w ciągu kilku lat, z kilkuosobowej organizacji powstała wielka instytucja.
    To by się nie wydarzyło bez udziału sieci.
    Dzisiaj, bez doświadczenia jakie mamy za sobą („być wszędzie, gdzie można”), nie wiedzielibyśmy gdzie nasza obecność jest konieczna, gdzie potrzebna i co ważne, nie wiedzielibyśmy – gdzie nie ma potrzeby, żeby zaistnieć… żeby nie tracić czasu, energii, pieniędzy.

    Portale społecznościowe też się przecież rozwijają, zmieniają, rodzą się nowe… To symultaniczna droga, trzeba być tam, żeby wiedzieć, czy to jeszcze przynosi efekty.

    Nie można jednak twierdzić, że nie jest to kosztowne.
    Tu zawsze potrzeba ludzi. A takie organizacje, zawsze mają ich za mało. A ludzie mają coraz mniej czasu.

    Poza tym cenniki na pozycjonowanie stron… oj rosną🙂 wręcz wprost propocjonalnie.

    Ale jest Wolontariat. Dla nas to wielka pomoc. WIELKA.
    Bo Ci młodzi i starsi ludzie chcą, chcą bezinteresownie.

    Pozdrawiam Pana Panie Kubo
    czekając na jakieś aktulane wpisy …. !

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: