Charity shops – brytyjski sposób na PR i fundraising na raz

23/06/2009

Sklep British Heart Foundation

Sklep British Heart Foundation

Dzisiaj kilka słów o dobrym przykładzie z Zachodu. Każdy kto był w Wielkiej Brytanii i miał okazję przejść się po sklepach, na pewno choć raz zajrzał do niepozornego sklepiku o nazwie mającej coś wspólnego z rakiem, bezdomnymi, ofiarami morza (w końcu UK to wyspa) lub samotnymi matkami. Jeżeli do dziś nie wie dlaczego ubrania od najlepszych projektantów kosztowały 5 funtów, a książki 1 funta to już tłumaczę.

Drogi turysto, odwiedziłeś tzw. „charity shop” (czyli „sklep charytatywny”). Zasadą działania takich sklepów jest sprzedawanie otrzymywanych darów za niewielkie kwoty. Kwoty te w całości zasilają konto konkretnej organizacji pozarządowej. Sprzedawane przedmioty są przeróżne – od książek, przez płyty CD, filmy, ubrania, aż po meble czy plakaty. Są to zarówno rzeczy używane, jak i nowe. NGO najczęściej wynajmuje przestrzeń sklepową po bardzo preferencyjnych cenach (oczywiście podmiot wynajmujący chwali się tym, gdzie tylko może), pracownicy sklepu zatrudnieni są albo na niskie stawki (dlatego często pracują tam emeryci lub gospodynie domowe, którzy w ten sposób spełniają swoje poczucie obywatelskiego obowiązku a jednocześnie dorabiają do emerytury lub, w przypadku pań domu, dokładają się do domowego budżetu) albo na zasadzie wolontariatu.

Sklep Marie Curie Cancer Care

Sklep Marie Curie Cancer Care

Taki sposób zdobywania funduszy ma same dobre strony – rozwija społeczeństwo obywatelskie (zamiast wyrzucić książki, czy ubrania przynosi się je do takiego sklepu), daje stały przypływ gotówki, a jednocześnie pozwala wielu ludziom kupić rzeczy, na które normalnie nie mogliby sobie pozwolić. Sam, wracając jakiś czas temu z Manchesteru, przywiozłem WALIZKĘ pełną książek, za które w sumie zapłaciłem nie więcej niż 20 funtów (a było wśród nich kilka białych kruków). Oczywiście fundraising nie jest jedyną korzyścią płynącą z prowadzenia charity shop. Możliwości promocji samej organizacji są właściwie nieskończone: od nadruku na paragonie, przez zakładki do książek za symboliczną kwotę, po sam fakt posiadania (widocznego przez całą dobę) naszego logo na szyldzie sklepu.

Sklep Cancer Research UK

Sklep Cancer Research UK

W Polsce niestety nie spotkałem się jeszcze z taką formą zdobywania pieniędzy przez organizację. Jedynym przykładem działania o podobnym charakterze są aukcje charytatywne, ale ile Jerzy Buzek może nam oddać piór albo Artur Boruc koszulek? Wychodząc ludziom na przeciw, nie tylko zdobędziemy ich przywiązanie do naszej marki, ale i pozwolimy im samym odczarować się z dorocznego charytatywnego odpuszczenia grzechów podczas kolejnego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Dlatego rozejrzyjmy się po okolicy – galeria handlowa ma problemy ze sprzedażą boksów? Na naszej ulicy od roku wisi karteczka z ofertą wynajmu przestrzeni handlowej? Dla wynajmującego nawet symboliczna opłata jest lepsza niż żadna, prawda? A jeśli dobrze „rozegramy” aspekt społeczny całej sprawy to może centrum handlowe odda nam przestrzeń za darmo? Trzeba próbować – to naprawdę ciekawy sposób jednoczesnego załatwienia sprawy fundraisingu i PR-u.

Na koniec ciekawy case sklepu charytatywnego, który sprzedawał nadzieję. I to miesiąc przed gwiazdką!

Reklamy

Pierwszy raz, czyli z grubej rury.

28/05/2009

Witam wszystkich czytających. Mój pierwszy post na tym blogu będzie krótkim komentarzem na temat podejścia NGO i agencji reklamowych do kampanii społecznych. I będzie nieprzyjemnie.

Te pierwsze, czyli organizacje pozarządowe, jak ognia unikają pieniędzy (których i tak zazwyczaj nie posiadają), co jest w miarę zrozumiałe. Jednak unikanie autopromocji z powodu małego budżetu jest:

a) nielogiczne – skoro mam mało pieniędzy, ponieważ nie jestem znany szerszej publiczności, to na wszelki wypadek nie dam jej się poznać, bo mam mało pieniędzy. W takim razie dalej nikt nie będzie o mnie wiedział, więc będę miał mało pieniędzy, itd…

b) nieuzasadnione – w czasach Web 2.0. promocja nie musi wiele kosztować. Oczywiście, nie będą to bannery w całym mieście i trzydziestosekundówka w telewizji. Jednak możliwości jest tak wiele, by stać się rozpoznawalnym, że unikanie promocji pod pretekstem braków budżetowych to albo błąd albo:

c) brak profesjonalistów – w NGO zazwyczaj mamy do czynienia z ludźmi specjalizującymi się w swojej branży, czy jest to propagowanie małego biznesu, czy ochrona praw niepełnosprawnych, czy nawet regionalny klub szachowy. Nikt nie ma pieniędzyutrzymanie marketingowca, choć mógłby on w znaczny sposób przyczynić się do polepszenia warunków finansowych organizacji (patrz podpunkt a)).

W tym miejscu wchodzą agencje, które:

a) nie rozumieją potrzeb NGOsów – dla większości kreatywnych kampanie społeczne to miejsce na „wyżycie się”. I zamiast prostego komunikatu otrzymujemy kompletnie niezrozumiałą albo nieefektywną kampanię promującą agencję zamiast klienta – czyli NGOsa.

b) mają wygórowane wymagania kosztowe – większość agencji przyzwyczajona jest do operowania na kosztach typowo komercyjnych, które są dla NGOsów niewyobrażalne. Więc jak przychodzi organizacja z wysupłanymi 10 tysiącami w garści, to w agencji wszystkich pusty śmiech ogarnia. A przecież zrobienie dobrej, skutecznej i efektywnej kampanii dla NGO to świetny sposób na tanią (w porównaniu do np. reklam w magazynach branżowych) promocję samej agencji!

c) wybrzydzają -jasnym jest, że agencje robią kampanie społeczne, by zdobywac nagrody w konkursach, czy na festiwalach. Oczywiste jest tez, że łatwiej zrobić fajną kampanię o biednych dzieciach w Kongo niż o związku mazowieckich Kół Gospodyń Wiejskich (które z punktu widzenia prawa o stowarzyszeniach są NGOsami). Ale zapomina się wtedy o tym,  że w pracy zawodowej nie samą Coca-Colą człowiek żyje i że czasem robi się reklamy mniej „atrakcyjnych” dla kreatywnych produktów.

Podsumowując – jeśli NGO uwierzą, że można się promować bez kosmicznych wydatków, a wydatki poniesione zwrócą się wielokrotnie (w przypadku OPP na przykład poprzez zwiększone wpłaty z tytułu 1 procenta), a agencje postarają się traktować NGOsy jak prawdziwych Klientów, to Polska stanie się słynna ze skutecznych, ciekawych i niestandardowych kampanii społecznych.