W obronie kampanii społecznej przed wierszówką

18/06/2009

legalny kawiorNie lubię wchodzić w polemikę, szczególnie z dziennikarzami z dużym stażem i warsztatem – z góry jestem w takiej dyskusji skazany na pożarcie, a pożartym bywać nie zwykłem. Ale felieton pani Agaty Małkowskiej-Szozdy w ostatnim numerze „Media&Marketing Polska” na temat reklamy społecznej WWF o nielegalnym kawiorze sprawia wrażenie jednak nieprzemyślanego. O co chodzi?

Agencja Chrum.Company zrobiła na zlecenia WWF kampanię edukacyjną, informującą odbiorców o różnicy pomiędzy legalnym i nielegalnym kawiorem. Reklamy zamieszczone zostały w prasie ekskluzywnej (np. „Golf&Life, „Essence”), ale też m.in. w „Rzeczpospolitej”. Oprócz reklamy prasowej pojawiła się także broszura dla właścicieli sklepów i restauracji oraz ulotki, w których konsument może znaleźć informacje o tym, jak rozpoznać legalny kawior. W folderze WWF uczy, jak unikać kupowania nielegalnego kawioru (za którego zakup w Polsce, zgodnie z Konwencją Waszyngtońską, do której przystąpiliśmy w 1990 roku, grozi do 5 lat więzienia).

Pani Małkowska-Szozda twierdzi jednak, że to wyrzucanie pieniędzy w błoto, trochę tylko lepsza forma autopromocji agencji niż ghost advertising (tworzenie reklam na potrzeby festiwali reklamowych, o tym napiszę kiedy indziej). Nie jestem specjalistą w dziedzinie frutti di mare, więc tylko na potrzeby utwierdzenia się w przekonaniu, że coś tu jest nie tak, pogooglowałem chwilkę i dowiedziałem się, że już 4 lata temu rynek kawioru w Polsce wart był około 4,5 mln złotych. Uśredniając ceny kawioru (od tego prawdziwego, który jest baaaardzo drogi, po najtańsze barwione puszeczki z supermarketu za 10 PLN) okazuje się, że jest to około 200 tysięcy opakowań kawioru rocznie!

Według Pani Małkowskiej-Szozdy, kampania może i ciekawa, ale adresat nie ten, bo mówić o nielegalnym kawiorze w Polsce, to tak jakby „przekonywać polskich rolników, że wycinając puszcze amazońskie, przyczynią się do wyginięcia wielu zagrożonych gatunków zwierząt i roślin. (…) Idea słuszna, tylko źle zaadresowana.”. Nie mogę się zgodzić z faktem, że skoro autorki felietonu problem nie dotyczy, to według niej, nie dotyczy też nikogo innego w Polsce. Idea kampanii społecznych to zwrócenie uwagi opinii publicznej na niedostrzegane wystarczająco problemy. Gdzieś tu widzę błąd logiczny Pani Małkowskiej-Szozdy. A może autorka musiała po prostu wypracować wierszówkę i tak w sumie niechcący „objechała” dobrze zrobioną (mówię tu i o kreacji i o mediaplanie) kampanię? I to na dodatek na łamach najlepiej sprzedającego się magazynu reklamowego w kraju. No nic, niech Pani Małkowska-Szozda sama zajrzy do swojego sumienia. Ja, jak już pisałem, nie lubię wchodzić w polemikę…

Reklamy